Nowy rok – pora się ogarnąć, czyli jak się zorganizować?

Opublikowane przez PS w dniu

Pora się ogarnąć czyli o postanowieniach noworocznych

Wszyscy naokoło mówią i piszą o celach na nadchodzący nowy 2018 rok. Praktycznie wszystko sprowadza się do tego, że chcemy być lepsi niż rok wcześniej (np. chudsi, ale nie w portfelu rzecz jasna), bardziej zorganizowani, by mieć więcej czasu dla siebie/rodziny/kota/swojego łóżka, przy jednoczesnym zarabianiu o wiele lepiej, niż w odchodzącym w niepamięć roku.

Moje postanowienia nie są absolutnie inne, nie jestem w tym temacie oryginalna – chcę być szczuplejsza, mieć więcej czasu na robienie tego co kocham i z tymi,  których kocham, chcę zarabiać i to jeszcze współpracując z tymi, co płacą, a nierzetelnych wyczuwać jak dzik trufle.

Podsumowując – mam nadzieję, jak prawie każdy na początku roku, że wraz ze zmianą daty – we mnie też naturalnie zajdzie zmiana na lepsze i nim zorientuję się, że już jest po północy w Sylwestra, będę już inną osobą – zorganizowaną, chudą milionerką ze szczęśliwą rodziną. Ale, że w bajki nie wierzę, podobnie jak w to, że spisane 1 stycznia plany się same zrealizują – postanawiam im pomóc. Jak? Ogarnąć się 😉 A mam na to kilka sposobów, które spróbuję wykorzystać. Liczę, że zainspiruję Was nie tylko do spisania celów, ale przede wszystkim DO DZIAŁANIA!!! Poniżej kilka moich rad o tym jak się zorganizować?

Uwielbiam kawał o tym, jak Jasiu prosi Boga o pomoc w wygranej w Lotto. Prosi tydzień, miesiąc, rok, pięć lat, aż w końcu Bóg nie wytrzymuje i mówi: „Jasiu, ja Ci chętnie pomogę, ale ty najpierw puść tego lotka”. Tak też często widzę, że ktoś coś by chciał zrobić, ale do tego, by wygrać trzeba zagrać, a nie tylko o wygraną się modlić.

Jak zatem się ogarnąć?

Już dawno zauważyłam, że u mnie to,co zostało zapisane ma znacznie większą moc sprawczą od rzeczy, które mam tylko w głowie. Zatem punkt pierwszy:

1) Planowanie zadań

Kartka papieru nie wystarczy, by się zorganizować. Osobiście korzystam z wielu form:

kalendarz książkowy, w którym zapisuję prywatne i służbowe daty, jak np.: daty spotkań, urodzin najbliższych, daty wizyt u lekarza, zaplanowane zadania na kolejne dni, miesiące, deadliny, zobowiązania służbowe męża (dzięki temu wiem, czy w danym terminie będę dostępna czy nie, bo np. Karol zabierze samochód i już będę mniej mobilna ;)), daty dni wolnych od pracy, płatności (ZUS, księgowa, opłaty domowe), etc. Wpisując to wszystko w roczny kalendarz jestem w stanie zapanować nad czasem i wiem, że np. w styczniu i lutym, z uwagi, na moje i Karola zobowiązania, nie mamy szans na urlop, ale już w marcu możemy pomyśleć o wspólnym wyjeździe.

W kalendarzu tym wpisuję też zadania na dzień, tydzień, miesiąc, ustalam dla nich priorytety, a gdy już wykonam – napawam się chwilą wykreślania gotowych zadań.

kalendarz miesięczny, w którym planuję wpisy na blogi i do social mediów; polecam te pobrane od np. Magdy Bek (www.magdabek.pl). Forma kalendarza bardzo mi odpowiada – duża kartka A4 pomieści wszelkie pomysły na to, co warto i kiedy można dać coś do mediów społecznościowych. Dobra rada – jeśli masz więcej niż 1 konto, warto dla każdego przygotować osobny kalendarz.

zeszyt, do którego wpisuję cele, pomysły na wpisy na bloga, na zdjęcia, jakie chcę zrobić, zapisuję tu także wszelkie pomysły, które mogą mi się przydać do prowadzenia biznesu. Ten zeszyt jest dla mnie kopalnią wiedzy i źródłem pomysłów na dzień, gdy nie wiem co napisać na blogu lub mam chwilkę i chętnie bym się zajęła dopieszczaniem swoich projektów. Zaglądam wtedy do zeszytu i wiem, że miałam np. zrobić nową ofertę. I robię 😀

lista na lodówce, która ułatwia mi szybkie zapisywanie tego, co w niej brakuje, a także co muszę jeszcze kupić do domu. Długość listy jest wprost proporcjonalna do chłodu i pustki, która wieje z lodówki 😉 co oznacza tyle, że z mężem mieliśmy sporo deadlinów w tym czasie 😉

karteczki, niekoniecznie żółte, ale tego typu, na których umieszczam rzeczy najważniejsze, które muszę wykonać w tempie ekspresowym. Przyklejone są wszędzie (przy komputerze, w zeszycie, na liście, lodówce i kocie). Cudowny jest moment, w którym karteczka ląduje zmięta w koszu 😀

To, co zapisane jako lista zadań musi mieć priorytety i określone daty, w których trzeba dane zadania wykonać. I tu wkraczamy w punkt 2:

2) Realizacja zadań

Deadliny są moim wyznacznikiem priorytetów. Najpierw załatwiam rzeczy, które są najważniejsze lub najtrudniejsze, by mieć spokojną głowę do dalszej pracy. Dzień zaczynam też od maili i wiadomości, na które muszę odpowiedzieć, czy od telefonów, które muszę wykonać.

Ten etap lubię najbardziej, bo oznacza on, że jestem produktywna, czyli dotrzymuję słowa danego sobie i innym. W dzień, w którym udaje mi się sporo wykreślić z listy jestem dumna i szczęśliwa, a co za tym idzie – czuję się spełniona.

A co dzieje się z niewykonanymi rzeczami z listy? Przechodzą na kolejny dzień, o ile nie są deadlinem. Tu jestem nieubłagana dla siebie – jest deadline, jest tragedia, płacz i Mordor. Dopiero jak skończę – daje sobie chwilę wolnego. Mówiłam już Wam, że bywam dla siebie bardzo surowym szefem?

3) Sprawdzanie rezultatów 

I to jest etap, który kiedyś pomijałam, ale odkąd poszłam do pierwszej pracy – nie było zmiłuj – musiałam sama przed sobą nauczyć się sprawdzania efektów swojej pracy. Tylko w ten sposób można coś osiągnąć – będąc szczerym przede wszystkim samemu ze sobą. Dlatego teraz, pracując dla siebie, łatwiej jest mi się ogarnąć.

Sprawdzanie efektów swojej pracy to nie tylko liczenie ile rzeczy zostało wykreślonych z listy, ale głównie – co nie zostało zrobione i dlaczego. Moim podstawowym błędem było zawsze wpisywanie wielu, wielu zadań, które niestety, nie zawsze da się jednego dnia okiełznać. Dlatego tak ważne jest nauczenie się wyznaczania priorytetów. Np. w dzień urodzin mojej mamy mogę wpisać 30 zadań do zrobienia i zrobić z tego 5 po łebkach wiedząc, że myślami będę już w planowaniu uroczystości. Mogę przyjąć też inną strategię -zaplanować, że więcej zrobię dzień przed i dzień po, by uniknąć rozczarowań, przy jednoczesnym przyznaniu się, że dzień urodzin mojej mamy jest dla mnie tak ważny, że wolę go w pełni z nią spędzić.

W sprawdzaniu siebie i swojej skuteczności działania trzeba przede wszystkim:

poznać swoje pory aktywności (czy lepiej pracuje się rano, czy wieczorem),

poznać swoje nawyki (czy pracuje się nam dobrze przy muzyce, serialach, filmach, czy właśnie nie – to nas rozprasza i sprawia, że jesteśmy mało efektywni),

znać swoje słabości, które często wykorzystujemy do tego, by czegoś nie zrobić (zrobię to jutro, najpierw napiję się kawy, może uda mi się przełożyć termin spotkania, etc.),

poznać swoje możliwości – ile jesteś w stanie godzin pracować tak, by uzyskać dobre efekty? Czy lepiej jest Ci pracować rano, potem przerwa i ponownie wracać do pracy, czy jednak jednostajnie?

Oczywiście piszę to głównie do osób, które pracują jako freelancerzy lub mogą sami zarządzać własnym czasem. Jak pracowałam na etacie to co mi przyszło z tego, że wiedziałam, które godziny są dla mnie najefektowniejsze, jak mnie wtedy w pracy nie było 😉 Ale pomoże to na pewno w przypadku, gdy pracujesz na etacie, a prowadzisz swojego bloga, czy zamierzasz założyć własną firmę.

Każdą kobietę odsyłam do Oli Budzyńskiej, czyli Pani Swojego Czasu, która z pewnością profesjonalnie wytłumaczy Wam, drogie koleżanki, w jaki sposób można zapanować nad czasem. Ja pokazałam tylko kilka swoich sposobów, które pomogą mi z pewnością z realizacją swoich planów, nie tylko noworocznych.

PS. Uważam, że nie byłoby planowania bez inspirowania się, stąd ważne to gdzie się inspiruję i w którym miejscu inspirację zapisuję. O tym, na pewno też kilka słów Wam wspomnę. Chętnie też poznam Wasze sposoby na to, by zapisane plany nie stały się tylko listą życzeń.


6 Komentarzy

Max · 6 stycznia 2018 o 14:50

Super text 🙂

    mariawawrzykowska · 8 stycznia 2018 o 17:10

    Dziękuję 😀 Zatem do dzieła i się ogarniamy!

traveLover · 9 stycznia 2018 o 12:14

Lubię mieć plan na każdy rok. Nie przez przypadek moi znajomi mówią na mnie czasem „człowiek kalendarz” 🙂

    mariawawrzykowska · 9 stycznia 2018 o 12:59

    Oj, jak ja to doskonale znam 😀 Planowanie to jest jedno z moich ulubionych zajęć 😀

kinga · 9 stycznia 2018 o 23:28

Uwielbiam planować! Kilka postanowień jest oby się udało 😊

    mariawawrzykowska · 10 stycznia 2018 o 15:08

    To trzymam kciuki i mam nadzieję, że znajdą się jako odhaczone w podsumowaniu 2018 roku 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *