Czy warto odwiedzić wystawę Warhol Dali?

Chodzicie na wystawy? Mnie zdarza się odwiedzać galerie (ale nie tylko te handlowe ;), muzea, lubię zwiedzać i zdobywać wiedzę w miejscach kultury. Mam wrażenie, że więcej wtedy zostaję mi w pamięci, a obcowanie ze sztuką sprawia, że mój poziom kreatywności mocno się podnosi. Potrzebuję solidnych dawek kultury i sztuki, by normalnie funkcjonować. Czy jestem koneserem? Nie do końca, bo absolutnie nie nazwę się wielkim znawcą, a jedynie miłośnikiem sztuki.

Lubię jednak jak miejsca kultury zarządzane są przez odpowiednie osoby, które znają się na tym, co robią, a same wystawy – przygotowane są perfekcyjnie. Takie mam małe wymagania, by idąc zwiedzać nie natknąć się przypadkowo na bałagan organizacyjny. Tego nie lubię i buntuję się przeciwko takim działaniom, o czym mogliście doskonale się przekonać czytając tekst sprzed kilku miesięcy. Wystrczy zrobić KLIK i dowiecie się o co mi chodzi.

W ostatnim czasie udało mi się zwiedzić mnóstwo mniejszych i większych wystaw, zarówno w Polsce jak i poza nią. Jedne załamały mnie poziomem przygotowania, inne znudziły, ale były i takie, na które czekałam, doczekałam się i co więcej – nie rozczarowałam się tym, co zobaczyłam.

I właśnie o takiej wystawie napiszę dzisiaj.

Czy warto odwiedzić wystawę „Warhol Dali – Geniusz Wszechstronny”?

kolaz wystawa warhol dali

Według mnie absolutnie TAK, chociaż cena faktycznie może odstraszyć (bilet normalny kosztuje 40 zł, ale poniżej zebrałam dla Was informacje, jak kupić bilety taniej). Jednak jak sobie pomyślę, że czasem wyjście do kina kosztuje mnie podobnie (gdy w moim ukochanym, niekomercyjnym nie grają tego, co chcę obejrzeć), to stwierdzam, że wcale nie jest tak źle.

Co zatem zabrać ze sobą na odwiedzenie wystawy, oprócz wnętrzności z rozbitej świnki skarbonki? Polecam słuchawki i telefon. Po co? Bo można zwiedzać wystawę słuchając ciepłego głosu redaktora Piotra Metza. I to jest dla mnie ogromny plus za to, że łączy się kulturę z nowoczesną techniką. Aparatem skanuje się QR kod i można ruszyć na zwiedzanie wystawy z tak wyjątkowym przewodnikiem.

I nie przyzwyczajajcie się do chronologii. Tutaj będziecie brylować pomiędzy Dalim a Warholem, od rzeźby przez obraz, od marynarki z kieliszkami po płytę rockową. Od zapachów Dalego po krwiste plamy krwi Warhola na schodach. Początkowo można przez to czuć się zagubionym, ale chyba właśnie dzięki pozornemu chaosowi udaje nam się zbliżyć do świata tych dwóch wielkich artystów. Jeśli nie znacie się na ich sztuce – nic nie szkodzi. Po to właśnie chodzi się do galerii, by móc zapoznać się z twórczością i obcować z dziwnymi i bardzo dziwnymi wytworami ich wyobraźni.

Mnie udało się przyjść w środku tygodnia i uniknąć tłumów, dlatego mogłam wraz z moją siostrą spokojnie przemierzać korytarze i sale, by zapoznać się z eksponatami. Dla mnie było to już kolejne spotkanie z twórczością Dalego i Warhola, a nadal robiło na mnie wrażenie. Dlaczego? Bo lubię odnajdować sztukę w przedmiotach codziennego użytku. Perfumy w pięknym flakonie, okładka płyty jako arcydzieło, ceramiczne kafelki, które chętnie bym widziałam na swojej ścianie lub po prostu plakat z ikoną popkultury. Ot, przeplatanie się przedmiotów codziennego użytku ze sztuką. I na odwrót – sztuka jako to, co nas otacza, to co jest teoretycznie zwykłe, jak chociażby puszka zupy pomidorowej. I wszystko to zwiedzamy porozkładane na kilku piętrach Muzeum Teatru we Wrocławiu.

Podsumowując – powody, dla których trzeba odwiedzić wystawę Warhol Dali:

kolaz warhol dali wystawa

 

  • na wystawie znajdziecie bardzo dużo eksponatów, w tym sporo unikatowych!
  • poczujecie zapach miłości Dalego i jego muzy Gali,
  • przekonacie się, że wbrew pozorom artyści kochają pieniądze, a Dali i Warhol – szczególnie!
  • będziecie mogli zakupić pamiątki w sklepie stacjonarnym i przekonacie się, że są równie drogie co bilety wstępu 😉 (ale oczywiście zakupiłam magnesy, bo jak to mówi moja siostra o mnie – cierpię na niedobór magnesów ;)),
  • zrobicie sobie selfie z napisem „15 minut sławy”,
  • zobaczycie książkę kucharską Dalego i poznacie przepis na autorski drink Salvadora,
  • zapoznacie się z pokaźną kolekcją dzieł artystów,
  • dowiecie się, że opakowanie i logo słynnego lizaka Chupa Chups zaprojektował Warhol!
  • zobaczycie podpis i odcisk palca Warhola!
  • usłyszycie szum wibrujących dolarów!
  • obejrzycie film o … (zobaczycie sami),
  • znajdziecie dzieła także z prywatnych kolekcji koneserów sztuki,
  • niektóre eksponaty są wystawione po raz pierwszy i to jest argument, który powinien przekonać miłośników twórczości tych artystów!
  • i wiele innych rzeczy, o których nie wspomnę, byście mieli niespodziankę i frajdę z obcowania ze sztuką. I tego Wam życzę.

A jeśli ktoś z Was był na wystawie – dajcie znać, co o niej sądzicie. Czekam na Wasze opinie.

 


Informacje praktyczne:

  • Czas – wystawa trwa do 30.09.2018 roku, ale nie czekajcie do ostatniej chwili!
  • Miejsce – Muzeum Teatru we Wrocławiu, ul. Plac Wolności 7a.
  • Godziny otwarcia – od wtorku do czwartku od 10.30 do 18, od piątku do niedzieli od 11.00 do 19.00, w poniedziałki nieczynne.
  • Bilety – 40 zł bilety normalne, a ulgowe 30 zł. Jednak polecam szukanie zniżek. Wiem, że są promocje:
    • dla jubilatów (osoby, w dniu swoich urodzin wchodzą na wystawę za darmo po okazaniu dowodu osobistego, a ich goście mają zniżkę,
    • na hasło „surrealistyczne wtorki” wchodzicie we wtorki z 10% zniżką,
    • a także wystawione są tańsze bilety na Grouponie, więc szukajcie okazji!
  • Noc Muzeów – NIECZYNNE i to jest jedyna rzecz, która mi się nie podoba. Rozumiem, że wystawa musi na siebie zarobić. Ale skoro większość muzeów i obiektów kultury pokazuje swoje eksponaty za darmo w ten jeden jedyny dzień w roku właśnie po to, by propagować sztukę – to przykre jest to, że w Noc Muzeów zwiedzimy jedynie … sklepik!!! Co o tym sądzicie? Dla mnie to trochę słabe zagranie… A może czegoś po prostu nie rozumiem?

W każdym razie polecam Waszej uwadze tę wystawę i koniecznie dajcie mi znać czy się Wam podobała.

Pozdrawiam,

M.


Baner ze strony www.daliwarhol.pl 

 

Blogotok 2018, czyli jak stałam się blogerką ;)

zdjęcie gadżetów z Blogotoku w 2018 roku

Za mną cudowny weekend, który spędziłam na mojej pierwszej konferencji dla blogerów. Dlaczego pierwszej? Bo nie czuję się do końca pełnoprawnym blogerem, raczej dopiero zaczynam wchodzić delikatnie w tę rolę i stąd właśnie moja „ignorancja” jeśli chodzi o takie imprezy. Do tej pory uważałam, że nie są dla mnie. Ale wiecie co? Gdyby nie Sylwana ze „Zwykłego Zeszytu” nie miałabym za sobą tak udanego weekendu. Dziękuję – tylko dzięki Tobie mogłam zobaczyć, że społeczność blogerów jest miejscem totalnie dla mnie. I tylko dzięki Tobie mogę teraz z podekscytowaniem wszystkim Wam napisać kilka słów o tym, jak było.

Blogotok Akt I – w poszukiwaniu znajomego człowieka

kolaż blogotok 2018

Po pierwsze – początkowo czułam się dość zagubiona. To chyba normalne. Wchodzisz w tłum sama, odbierasz pakiet powitalny i szukasz, gdzie teraz powinno się iść. Zabłądziłam i znalazłam się na wiecu PSL, ale na szczęście udało mi się stamtąd wyrwać i trafiłam do właściwego miejsca. A tam? Pełno ludzi, których nie znam.

Szukam Sylwany, z którą się umówiłam, ale nie znajduje jej w tłumie. No dobra, może to nie był tłum, ale kilkadziesiąt osób nieznajomych urasta do rangi tłumu i potęguję poczucie osamotnienia. Rodzi się pytanie – co ja tu do cholery robię? Stwierdziłam, że na atak paniki najlepsza jest kawa. Podchodzę – rozpuszczalna. O nie – myślę – przecież po rozpuszczalnej nie dam rady wysiedzieć tu do wieczora. Ale wtem, jak w greckiej tragedii, z pomocą przychodzą bogowie i rzucają światło na wybawcę – znajomą twarz. Jej rude włosy i piękna kolorowa sukienka, której zieleń działa na mnie uspokajająco, są dla mnie wybawieniem. Oto Agata Chachurska z bloga „Gruba i szczęśliwa” we własnej osobie i z mężem stojącym u jej boku. I co robię? Zamiast dostojnie podejść i przedstawić się idę krokiem żwawym i jak mała dziewczynka uwieszam się spódnicy mojej wybawicielki. I wiem już, że dalej będzie tylko dobrze.

Z Agatą Chachurską – nareszcie spotkałyśmy się w „realu”. Jeśli jeszcze nie znacie jej bloga, nie byliście na jej Facebooku czy nie budzicie się oglądając jej InstaStory to radzę to zmienić. Dla mnie to już rytuał 😀 

 

Blogotok Akt II – w poszukiwaniu wiedzy

Blogotok 2018 prelekcje
Blogotok 2018 prelekcje – duża dawka wiedzy, humoru i trafnych spostrzeżeń. Szkoda, że nie mam lepszych zdjęć 😉 

Siadamy na sali pełnej czerwonych krzeseł, gdzie lekka bryza klimatyzacji chłodzi emocje związane z tym, że zaraz wszystko się zacznie. Ludzie się schodzą, widać, że się znają. Na sali pojawia się sporo znajomych twarzy, ale nie widać Sylwany. Wtem dostaję wiadomość – spóźniłam się. Teraz już nawet nie pamiętam kiedy i w którym momencie udało nam się odnaleźć, bo wszystko potoczyło się tak szybko. Miałam wrażenie, że znamy się już bardzo długo. Sylwana porusza na swoim blogu mega ważne treści i dlatego chciałam z nią porozmawiać o tym. Koniecznie wejdźcie zobaczyć, że Zwykły Zeszyt to niezwykłe miejsce w sieci.

Generalnie – z minuty na minutę moja ekscytacja rosła i coraz bardziej czułam się tu dobrze.

A same prelekcje? No cóż, mogę tylko powiedzieć, że cenię wszystkich za szczerość i dzięki temu za autentyczność tego, o czym mówiono. Większość prelegentów oceniam na 5+.  Każdy wiedzę miał ogromną, ale byli też tacy, co potrafili ją przekazać w sposób ciekawy i rzetelny, powołując się na wiele przykładów obrazujących to o czym mówili (a każdy kto mnie zna wie, że ja kocham przykłady).

  • Co więcej – niektórzy mieli tak piękne prezentacje, że zazdrościłam im ich wykonania. Jan Favre z bloga Stay Fly rozwalił mi mózg swoją doskonale przygotowaną prezentacją – wiecie, perfekcyjność w każdym calu, piękna typografia, dobór treści i do tego wszystko to podane w formie animacji. Nie potrafię Wam tego opisać, ale uwierzcie, że nie widziałam jeszcze tak doskonale przygotowanej prezentacji.  Zawsze zwracam na to uwagę, bo sama zrobiłam ich w swoim życiu wiele i wiem, jak ważne jest to, by były równie dobre jak sama treść. No może jedynie prezentacja Wojciecha Mierowskiego na prelekcji w Instytucie Designu w Kielcach w zeszłym roku zrobiła na mnie podobne wrażenie. W każdym razie – było na co popatrzeć i czego posłuchać.

 

  • Ogromne wrażenie zrobiła na mnie charyzmatyczna Agnieszka Niedziałek z bloga napieknewlosy.pl , która opowiadała swoją historię jak sprawić, by włosy rosły na głowie, a pieniądze w kieszeni. Doskonały przykład na to, że jeśli słuchasz swoich czytelników możesz tylko dobrze na tym wyjść. Agnieszka pokazując jak dba o swoje włosy (swoją drogą – powinna je ubezpieczyć, bo wyglądają jak milion dolarów i stanowią znak charakterystyczny jej marki), i właśnie radząc co zrobić, by mieć chociaż troszkę tak zdrowe i gęste włosy jak ona – rozkręciła sklep z kosmetykami. Nie wiem czemu nie podeszłam porozmawiać z Agnieszką, może dlatego, że ogólnie tym razem byłam trochę jakby onieśmielona całym zamieszaniem i stąd więcej obserwowałam niż działałam. Ale następnym razem to nikomu nie przepuszczę chociażby obowiązkowego selfie 😉

 

  • Ogólnie bardzo dobry sposób prezentacji miał też dzielny tata 5 córek i mąż jednej żony – Marcin Perfuński z Supertata.tv. Trafne i celne porównania, świetne przykłady i odniesienie się do czasów sprzed ponad 2000 lat zrobiło robotę. Gratuluję!

 

  • Poznałam też ludzi, którzy żyją moim życiem – Aleks i Karol Lewandowscy jeżdżą po świecie i dzielą się kawałkiem swojego podróżniczego świata zarówno na blogu Busem przez świat, jak i w serii książek o tym samym tytule. A maciek Blatkiewicz je i opisuje to na swoim blogu Maciej je.

 

  • I chyba nikogo nie zaskoczy jeżeli napiszę, że dla mnie prawdziwą przyjemnością było spotkanie Janiny, o której pisałam Wam w poprzednim poście, że jest dla mnie idolką tworzenia najdłuższych zdań na świecie, nasyconych humorem przez duże H i z efektem „Ha ha”. I ponownie mój apel – jeśli jeszcze nie znacie tej kobiety, to czym prędzej ręce na klawiaturę i wpisywać w wyszukiwarce Janina Daily. Nie ma za co 😉

DYGRESJA – JAK TO JEST POZNAĆ SWOJĄ IDOLKĘ

Blogotok 2018 Janina Daily
Jak widać – Janina była rozchwytywana i jakoś nie miałam śmiałości poprosić o zdjęcie tylko z samą Janiną 😀

Janina nie tylko mówiła o tym, że aby tworzyć swoją społeczność trzeba przede wszystkim być z nią w kontakcie. Ona pokazała w praktyce jak się to robi będąc ciągle pośród nas, blogerów (oj tak, teraz już jestem wielkim blogerem) rozmawiając, jedząc czy integrując się z nami.

Nie zapomnę jak na początku konferencji dostałam wiadomość od siostry mojego męża, Ewy, żebym zrobiła sobie koniecznie zdjęcie z Janiną. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to dzięki Ewie poznałam twórczość Janiny i to ona od dawna jest jej wielką fanką. Odpisałam jej, że jak mi się uda dopchać. Jakoś nie sądziłam, że to będzie możliwe. Ale jakie było moje zdziwienie, kiedy stojąc z Sylwaną na przerwie przy stoliku i zajadając się pysznymi tartami oczom mym ukazała się Janina z pizzą i zapytaniem, czy może do nas dołączyć. Coś tam niezgrabnie zaczęłam mówić o tym, że znam ją dzięki Ewie, że Ewa nie uwierzy, że jadłam z nią przy jednym stoliku, etc. Wiecie, taki bełkot fana 😉 Ale jakie było moje zdziwienie, kiedy Janina sama zaproponowała, żebyśmy nagrały filmik dla Ewy. Uwierzycie? To było coś niesamowitego, bo chociaż potem Janina była dość rozchwytywana nie zapomniała o tym i dzięki temu tego samego dnia wręczyłam Ewie mały prezent – film nagrany specjalnie dla niej. Dzięki Janina za ten prezent! Świetny to był pomysł!

A przy okazji i ja mam kilka zdjęć z Janiną. Na pamiątkę, dla potomnych 😉

Blogotok Akt III – w poszukiwaniu nowych znajomości

Blogotok 2018
Blogotok 2018 – moja pierwsza w życiu ścianka. Od prawej: Sylwana (Zwykły Zeszyt), Janina (Janina Daily), Martyna (Zdrowa Logika), Natalia, córka Patrycji z Live4live, Sylwana, ja, Kasia (Less Than Perfect), Janina i znowu ja 🙂

Ogólnie spotkanie blogerów to także rozmowy, wspólne zdjęcia, wymiana lajków, doświadczeń, śmiech i opowieści grozy o psychofanach. Generalnie – integracja. Nie ukrywam, że w tym genialna jest Sylwana, która poznała chyba wszystkich 😉 Ja niestety mam tak, że jestem najpierw obserwatorem, a dopiero potem czynnie biorę udział w przypadku tak wielkiej liczby osób. Dlatego mam nadzieję, że na kolejnej edycji będę już bardziej aktywna.

Blogotok Akt IV – w poszukiwaniu dobrej zabawy

Na koniec dnia – afterparty. Lekko spóźniona wpadłam już w rozkręconą część imprezy w Plac Cafe. I wiecie co – żałowałam, że trwało to tak krótko (w domu byłam przed północą). Dużo czasu spędziłam na mega inspirujących rozmowach z Agatą, a potem dosiadłam się do Sylwany i Marcina (supertaty), gdzie toczyła się rozmowa o współczesnym rodzicielstwie w opozycji do tego, jak wyglądało ono jeszcze przed 30 laty. Potem dosiedliśmy się do innej grupy blogerów, w tym do Jana (StayFly) i kilku innych osób, z którymi toczyliśmy dyskusję o tym, kiedy maszyny przejmą naszą rolę, kiedy nastąpi ten moment, że nie będziemy już nadążać za techniką, etc.).

Blogotok spacer z Jakubem Juszyńskim
Blogotok spacer z Jakubem Juszyńskim

Ale to nie koniec – w niedzielę, o 10.00 rano Jakub z bloga Tym Razem oprowadził nas po Kielcach. Okazało się, że jako Kielczanka od urodzenia i mieszkanka tego miasta z wyboru dowiedziałam się wielu ciekawostek dotyczących moich ukochanych Kielc. Oczywiście Jakub nie pierwszy raz już prowadzi takie wycieczki. Niestety, do tej pory jakoś ich terminy nie pokrywały się z moimi planami, dlatego tym razem (!) cieszę się, że i ja mogłam dołączyć. Jeśli jesteście z Kielc lub wybieracie się w moje rejony to polecam Wam poczytać u Jakuba gdzie warto zjeść. Przyznam się, że i ja zaglądam czasem do jego recenzji, by odkryć nowe miejsca na kulinarnej mapie mojego miasta.

 

PODSUMOWANIE KONFERENCJI BLOGOTOK 2018

  • konferencja Blogotok to mój obowiązkowy punkt w kalendarzu na 2019 rok,
  • mega dawka wiedzy,
  • społeczność, która totalnie mi pasuje,
  • taka dawka energii, że aż skaczę do tej pory z podekscytowania,
  • pyszne jedzenie i dobra kawa (znalazłam potem kawę z ekspresu i była aromatyczna),
  • super konkursy (bo dwa wygrałam, w tym jeden razem z Agatą Chachurską),
  • genialny spacer w niedzielę z Jakubem,
  • organizacja na najwyższym poziomie (z uwagi na moją zawodową przeszłość organizatorki różnych imprez zwracam uwagę na takie rzeczy i tutaj czułam się dopieszczona jako uczestnik pod każdym względem),
  • brawo organizatorzy – świetny kameralny klimat imprezy, dobry dobór prelegentów, jedzenie rewelacyjne, fajne afterpaty i spacer. Ogólnie – polecam, bo to wszystko było Fajne!
zdjęcie gadżetów z Blogotoku
A to moje cudne zbiory z Blogotoku – książka wygrana w konkursie od Wydawnictwa Jedność, przypinki, które są już na moim plecaku, krówki, których jeszcze nie jadłam i świnka – cudna skarbonka. W domu jest tego trochę więcej, bo mam jeszcze parę drobiazgów od firmy Shoper. Generalnie nie wróciłam z pustymi rękami. I głową pełną nowych pomysłów. 

 

Czy jestę blogerem? Blogotok Kielce edycja 7

Kto to jest bloger? Kiedy można mówić o tym, że ktoś jest lub nie jest blogerem? Czy osoba, która ma bloga to już bloger? Czy dopiero staje się nim, gdy blog zdobywa czytelników? Jaka jest odpowiedź? Nie wiem.

A czemu w ogóle rozważałam tę kwestię? Bo jakiś czas temu Sylwana z bloga Zwykły Zeszyt zapytała, czy spotkamy się w Kielcach na Blogotoku, imprezie dla blogerów, o której nie miałam pojęcia, że dzieje się w moim mieście. Wiecie, ostatnio siedzę w tekstach tak mocno, że w międzyczasie dodali na Insta kilka nowości, o których nawet nie miałam pojęcia 😉 I w tym samym czasie mocno trąbili, że ma odbyć się spotkanie blogerów. Chociaż nie powinnam się z tego tłumaczyć, bo w sumie Blogotok w tym roku pojawia się już siódmy raz w moim mieście. Tak, siódmy! A to oznacza, że jakoś do tej pory nie czułam się blogerem, więc i nie przyswajałam wiedzy, że taka impreza jest.

Ale gdy zostałam zapytana o to, czy będę uczestniczyć w Blogotoku to powiem Wam, że miałam duży dylemat. Po co? Przecież nie jestem blogerem. Wszak mam jakiś blog, czasem coś tu naskrobię, ale przecież niewiele i w zasadzie to od niedawna się tutaj spotykamy. A jednak! Myśl, by poznać Sylwanę i innych blogerów zadecydowała, że już niebawem zobaczę jak od środka wygląda taka impreza. Coś czuję, że mi się spodoba 😉 I jeszcze może okazać się, że jestem blogerem. W sumie, skoro zostałam zakwalifikowana do takiej imprezy to może coś to znaczy 😉

Dodatkowo jestem niezwykle entuzjastycznie nastawiona, bo poznam także tych blogerów przez wielkie B, a wśród nich Janinę, moją idolkę. To ta kobieta, co kocha foki, zna się na statystyce i ma obłędnie piękne tasiemcowe zdania na swoim blogu i Facebooku. I to jest taki poziom mistrzostwa, że Marquez wysiada. A do tego pośród tych jej zdań znajdziecie humor przez duże H i do tego z głośnym „Ha ha”. Także jeśli jeszcze nie wiecie co to Janina Daily to wstydzcie się i czym prędzej poprawcie swoje zachowanie.

To co, z kim widzę się 12 maja na Blogotoku? Dajcie znać kogo spotkam i może macie jakieś rady dla mnie? Przyjmę wszystkie, od tego jak się ubrać po to co mówić 😉

Pozdrawiam,

Marysia

 

Wedding Brunch – wykłady o SEO przy kawie

plakat imprezy cyklicznej wedding brunch

Jakiś czas temu na zaproszenie konsultantek ślubnych z firmy Czyni Cuda zostałam zaproszona na cykliczne spotkanie branży ślubnej na Śląsk, do Katowic.

Spotkania o nazwie Wedding Brunch odbywają się dzięki dziewczynom regularnie i mają na celu nie tylko zintegrować branżę w tamtych rejonach, ale i w pysznym śniadaniowym klimacie nauczyć czegoś o marketingu, reklamie i innych sprawach, które mogą przydać się do prowadzenia biznesu. Ja miałam swoje pięć minut i przygotowałam wykład o seo.  Czytaj dalej Wedding Brunch – wykłady o SEO przy kawie

Na Dzień Kota – zasady życia z kotem

Ziewający kot

17 lutego został ustanowiony DNIEM KOTA  (przez kogo i kiedy? Tego nie wiem). Jako kociara nie wnikam w genezę powstania tego święta, tylko napawam się kolejną możliwością przebywania z moim futrzakiem i „jarania” się z tego, że pozwolił, bym została jego pańcią 😉

Kto ma koty ten wie, że nie jest łatwo z nimi żyć jeśli lubimy mieć wszystko poukładane i idealnie zaplanowane. Ale kto powiedział, że się nie da? Przecież można próbować nauczyć kota pewnych rzeczy. Przynajmniej próbować 😉 (to taki żart o czym przekonacie się czytając tekst poniżej).

Czytaj dalej Na Dzień Kota – zasady życia z kotem

Za co lubię Panią Szymborską? Kilka słów w rocznicę śmierci poetki

Za co lubię Panią Szymborską? Kilka słów o poetce w dniu jej szóstej rocznicy śmierci

Książki tomiki poezji Wisława Szymborska


Panią Szymborską znam od „zawsze”, ale polubiłam ją dopiero na studiach, co stało się jedynym konfliktem pomiędzy mną, a moją kochaną Babcią. Jakoś nie mogłyśmy w tej kwestii dojść do porozumienia. Babcia miała jej za złe przeszłość, która dla mnie nie miała tak wielkiego znaczenia. Bo ja odnalazłam w poetce coś, czego moja Babcia zdaje się nie chciała szukać. Znalazłam u Pani Wisławy umiejętność żonglowania słowami, bawienia się językiem i odnajdywania absurdów w wydawać by się mogło mało absurdalnych sprawach. Czytaj dalej Za co lubię Panią Szymborską? Kilka słów w rocznicę śmierci poetki

Instagram czy instagram – jak napisać poprawnie?

Jak napisać poprawnie instagram hasztag

Instagram czy instagram – jak napisać poprawnie?

Dziś tropię Instagram i wszelkie problemy, które napotkać może osobnik nie tyle korzystający z niego, co opisujący go w języku polskim. Poniżej znajdziecie odpowiedź na pytanie:  jak zapisać poprawnie – Instagram, InstaStory, hasztagi i inne potwory 😉 Zapraszam do lektury!


1) Instagram – odmiana przez przypadki

Pamiętajcie, że znowu biernik przysparza nam trochę kłopotów – oficjalnie wchodzimy na Instagram, a nie na Instagrama!

 

Instagram odmiana przez przypadki
Instagram odmiana przez przypadki

Czytaj dalej Instagram czy instagram – jak napisać poprawnie?

„Pismo” – kilka słów o magazynie nieświętym, ale świetnym [recenzja]

Recenzja magazynu „Pismo”

Nie wiem, czy słowo świetne pasuje mi do tego nowego czasopisma. Przy całym kunszcie, jaki włożono w jego wydanie, czuję się zobligowana, by też dać z siebie więcej i napisać Wam, jak to jest wziąć pierwszy numer do ręki i poczuć zapach nowości, farby drukarskiej i użyć do tego trochę więcej niż tylko paru zdań tak zwyczajnie napisanych. Zapraszam do mojej recenzji magazynu „Pismo”. Czytaj dalej „Pismo” – kilka słów o magazynie nieświętym, ale świetnym [recenzja]